Wycinka – opowiadanie Pana Krasuli
|

Wycinka

Upał, ciężka praca i chłodny strumień ukryty pośród drzew. Marek i Daniel chcieli tylko na chwilę odpocząć od wycinki. Nie wiedzieli jeszcze, że tego popołudnia ktoś przygląda się im z ukrycia.


Był wyjątkowo gorący, parny dzień. W lesie, między ciężkimi od upału drzewami, powietrze niemal stało w miejscu. Tylko delikatny wietrzyk od czasu do czasu poruszał liśćmi, przynosząc zapach rozgrzanej trawy z pobliskiej polany.

Ciszę mąciło brzęczenie owadów i głuche uderzenia siekier.

Nieopodal polany pracowali Marek i Daniel — dwóch drwali oczyszczających las z drzew powalonych przez gwałtowną, letnią burzę.

Obaj byli silni i przyzwyczajeni do ciężkiej pracy, ale tego dnia nawet im upał dawał się we znaki. Postanowili odpocząć. Zebrali sprzęt i, śmiejąc się, ruszyli w stronę polany. Wiedzieli, że przepływa przez nią chłodny strumień, w którym będą mogli się ochłodzić.

Rzucili wszystko przy brzegu i szybko pozbyli się również ubrań. Byli wysokimi, umięśnionymi mężczyznami i mimo czterdziestki obaj wciąż wyglądali młodo. Jedynie krótkie włosy i brody, delikatnie przyprószone siwizną, zdradzały upływ czasu. Obaj byli też równie mocno owłosieni — gęsta szczecina porastała ich nogi, ręce i klatki piersiowe.

Weszli do chłodnej wody. Pływali, śmiali się i wygłupiali niczym chłopcy, którzy na chwilę zapomnieli o czekającej ich pracy. Po dłuższej chwili wyszli na brzeg i położyli się na trawie, pozwalając słońcu osuszyć krople wody spływające po ich nagich ciałach.

Rozmawiali, leżąc obok siebie, gdy nagle ich dłonie się zetknęły. Obu przeszył dreszcz. Przez moment żaden się nie poruszył, jakby czekali, który pierwszy odważy się przekroczyć niewidzialną granicę.

Zaczęli dotykać się delikatnie, niemal nieśmiało. Gdy ich języki spotkały się w dzikim tańcu, dłonie ruszyły w dół, coraz niżej i niżej. Marek zaczął pieścić sutki Daniela, na przemian przygryzając je i szczypiąc, podczas gdy jego język powoli wędrował w dół brzucha. Całował delikatną skórę wokół penisa, starannie jednak omijając sam członek. Jego ręce błądziły po brzuchu Daniela, aż w końcu przesunęły się na pośladki.

Jedną dłonią zaczął je pieścić, a drugą skierował wielki członek w stronę swoich rozpalonych ust. Najpierw musnął jego koniuszek, składając na nim delikatne pocałunki. Po chwili przesunął językiem wzdłuż całej długości, a następnie wsunął go głęboko w usta, aż poczuł jego smak w gardle.

Daniel wydał z siebie jęk rozkoszy i przytrzymał głowę Marka, pozwalając sobie wejść jeszcze głębiej.

Po chwili znów zaczęli się całować, a ich role się odwróciły. Teraz to Daniel pieścił kochanka, powoli i systematycznie zmierzając ku najbardziej wrażliwym częściom jego ciała. Marek wił się z rozkoszy pod dotykiem jego dłoni i ust.

Daniel zdecydowanym ruchem przewrócił go na brzuch. Zaczął lizać jego pośladki, wciskać język i palce w jego dziurkę, aż w końcu zaczął mocno uderzać je otwartą dłonią. Drugą ręką cały czas przesuwał po nabrzmiałym członku Marka.

Po jakimś czasie Marek nie mógł już wytrzymać.

– Jestem gotowy! – wykrzyknął.

Daniel tylko na to czekał, ale nie zamierzał się spieszyć. Chciał nacieszyć się chwilą. Całował plecy kochanka, jego szyję, przygryzał uszy, aż w końcu zaczął wciskać się między jego pośladki.

Marek poddał mu się z radością.

Mężczyźni zaczęli poruszać się rytmicznie. Słychać było miarowe odgłosy uderzeń, a polanę wypełnił zapach seksu i spoconych męskich ciał.

Nie wiedzieli jednak, że na skraju polany był ktoś jeszcze.

Stał ukryty między drzewami i obserwował wszystko w milczeniu. Jedną ręką opierał się o pień, drugą przesuwał po członku.

W górę i w dół.

W górę i w dół.

Coraz szybciej…

W końcu postanowił dołączyć.

Wyszedł spomiędzy drzew, podszedł do mężczyzn i bez słowa wsunął Markowi głęboko
w gardło swój nabrzmiały członek. Zaskoczony Marek nie zdążył nawet zareagować, ale niemal natychmiast podjął grę z nowym kochankiem.

Oszołomiony rozkoszą słyszał, że tamci dwaj się całują, lecz nadal nie wiedział, kim był trzeci mężczyzna.

W końcu postanowili zamienić się miejscami. Teraz to nowy miał zabawić się z Markiem. Dopiero gdy ten przewrócił się na plecy, Marek rozpoznał kolegę, który tego dnia miał pomagać przy wycince w innej części lasu. Nie pamiętał, jak miał na imię, ale wciąż czuł w ustach jego smak
i zapowiedź dalszej zabawy.

Daniel usadowił się za głową Marka, wsuwając członek w jego usta, a jednocześnie mocno rozsunął mu nogi na spotkanie nowego kochanka. Ten wbił się w Marka jednym, zdecydowanym pchnięciem.

Na szczęście Marek miał wypełnione usta. Inaczej krzyknąłby z wrażenia.

Panowie rozpoczęli rytmiczny taniec, co chwilę zmieniając pozycje. Nie pozostali długo na trawie. Przenieśli się do wielkiego, omszałego kamienia, który posłużył im za twarde, ale przyjemnie chłodne łóżko. Później wykorzystali pobliskie drzewa, by po jakimś czasie ponownie wrócić na zieloną polanę.

Od ich rozgrzanych ciał bił żar równie intensywny jak upał tego letniego dnia.

Po dłuższym czasie Daniel poczuł zbliżający się orgazm. Zaczął poruszać dłonią po członku tuż nad twarzą Marka, podczas gdy drugi mężczyzna nadal mocno wchodził między jego pośladki, poruszając się z siłą młota udarowego.

Nagle rozległ się jęk Daniela, a Marek poczuł na twarzy rozlewającą się spermę. Chwilę później do kolegi dołączył drugi mężczyzna, kończąc w ten sam sposób.

Po krótkim odpoczynku Daniel i nieznajomy skupili całą uwagę na Marku. Na przemian ssali jego penisa, całowali sutki i usta, dopóki również on nie osiągnął spełnienia.

Jakiś czas później, po kolejnej wspólnej kąpieli w chłodnej wodzie, ubrali się i zebrali porzucony sprzęt.

Zanim wrócili do pracy, obiecali sobie jedno. 

Następną wycinkę będą już planować we trzech.


Każdy ma jakąś łatę. A pod każdą łatą kryje się historia.

Similar Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *