Mały piątek
Michalina była przekonana, że ten dzień zaczął się fatalnie. Pomyliła dni, nie miała żadnego planu, a jedynym rozsądnym pomysłem wydawała się kawa na Nowym Świecie. Nie wiedziała jeszcze, że czasem wystarczy wolne miejsce przy stoliku, by zwyczajna środa zamieniła się
w prawdziwy mały piątek.
Nastała środa, zwana gdzieniegdzie małym piątkiem. Michalina przetarła oczy ze zdumienia, widząc, jak jest późno. A przecież była dopiero dziewiąta!
– O cholera! – syknęła do siebie. – Przecież jestem co najmniej w czarnej dupie!
Zerwała się z łóżka, pozostawiając za sobą skopaną kołdrę i poduszki w kompletnym nieładzie.
– Cholera – powtórzyła.
Stanęła przed lustrem i wtedy dostrzegła na udzie wielkiego siniaka.
– Czy ja znowu czegoś nie pamiętam? – mruknęła.
Wpadła do łazienki, która w świetle dnia wyglądała, jakby tonęła we mgle.
– Czas na zmiany – stwierdziła i weszła pod prysznic.
Namydlając dokładnie ciało, zaczęła przyglądać się sobie z uwagą, sprawdzając, czy noc nie pozostawiła po sobie jeszcze jakichś niespodzianek. Poza potrzebą porządnego prysznica, który miał zmyć z niej zapach minionej nocy, nie znalazła jednak niczego niepokojącego.
Wychodząc spod prysznica, ponownie spojrzała na zegar z kalendarzem. Dopiero wtedy dotarło do niej, że pomyliła dni. Miała wolne.
– No pięknie…
Założyła swoje ulubione koronkowe stringi i biustonosz od Li Parie, a następnie przeszła do kuchni. Ekspres, który nastawiła wcześniej, zdążył już przygotować kawę. Z filiżanką w dłoni postanowiła dopracować jeszcze swój wygląd.
Powieki pokryła ulubionym szarym cieniem, oczy podkreśliła czarnym eyelinerem, a usta – karminową czerwienią. Potem założyła zwiewną sukienkę i ulubione szpilki. Spojrzała na siebie w lustrze i wreszcie się uśmiechnęła. Chwyciła kopertówkę i wyszła z domu.
Przekręciła klucz. Zapadka zamka wydała charakterystyczny, głośny trzask. Michalina jeszcze raz spojrzała w głąb korytarza, po czym ruszyła przed siebie.
Nie wiedziała dokąd.
W zasadzie nie miała żadnego planu. Jedyne, co przyszło jej do głowy, to kafejka na Nowym Świecie. Chciała usiąść przy kawie i przez chwilę podumać nad sobą. Potrzebowała tego bardziej niż zwykle.
Weszła do Cavy i wybrała stolik możliwie najbliżej szyby. Usiadła i czekała, aż ktoś wreszcie przyniesie jej menu.
– Dzień dobry – przywitał się kelner, podając kartę.
– Witam – odpowiedziała z lekkim sarkazmem i niemal wyrwała mu ją z ręki swoimi długimi dłońmi pianistki. Paznokcie miała pomalowane ostrą czerwienią.
Kelner zerknął na nie i mruknął pod nosem coś, czego nawet ona nie zrozumiała.
Michalina odwróciła wzrok w stronę szyby. Niebo wyraźnie pociemniało. Ciężkie chmury zdawały się wypełnione wodą i chwilę później deszcz lunął na rozgrzany asfalt.
– Przepraszam, czy miejsce obok pani jest wolne?
Odwróciła głowę. Stał przed nią mężczyzna, który najwyraźniej wbiegł do kawiarni, chroniąc się przed ulewą.
– Tak, proszę usiąść. Nie czekam na nikogo.
W tej samej chwili pojawił się kelner i postawił przed nią zamówione latte. Na mlecznej pianie widniała róża.
– Dziękuję – powiedziała, lekko się rumieniąc.
Mężczyzna siedzący obok zatrzymał kelnera.
– Dla mnie to samo.
Michalina poczuła, że znów robi się czerwona. Sama nie wiedziała dlaczego.
Przez chwilę siedzieli w milczeniu.
– Przepraszam, że przeszkadzam pani w zadumie – odezwał się w końcu nieznajomy – ale zastanawiam się, czy coś panią niepokoi. Od dłuższej chwili patrzy pani przez tę szybę, jakby miała tam znaleźć odpowiedź na jakieś bardzo ważne pytanie.
Michalina uśmiechnęła się pod nosem.
– W zasadzie nie wiem, co mogę panu odpowiedzieć. Niby nic, a jednak wiele. Do niedawna byłam szczęśliwa jak nigdy wcześniej, a teraz wszystko mnie irytuje. Nic nie sprawia mi przyjemności. Ciągle się na coś denerwuję i wiecznie mam coś komuś za złe.
– Może nie taki diabeł straszny, jak go malują. To przecież tylko życie.
Zawahał się na moment.
– Ach, nie przedstawiłem się. Gerard jestem.
Jego głos był niski i charakterystyczny.
– Michalina. Dla znajomych Miśka.
– Miło mi cię poznać.
Na jego szczupłej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
– Mnie ciebie również. Przyznam, że nigdy wcześniej nie poznałam nikogo o takim imieniu.
– Prawda jest taka, że moi rodzice mieli z nim niezły problem. Matka uparła się na Gerarda,
a ojciec przez całe moje dzieciństwo przeklinał jej wybór i mówił do mnie Krystian.
Michalina roześmiała się.
W tym czasie kruczowłosy kelner postawił przed Gerardem latte i bez słowa odszedł.
– Mnie się podoba – powiedziała. – Jest oryginalne i na pewno charakterystyczne.
Gerard przyjrzał jej się uważniej.
– A dlaczego ty właściwie jesteś taka zgorzkniała?
– Moja gorycz zaczęła się chyba od tego, że straciłam pracę. Od tamtej pory z wieloma rzeczami sobie nie radzę. Ale szukam. Dzielnie szukam.
– Oj, Miśka. Nie powinnaś aż tak się tym zadręczać. Teraz, w dobie internetu, zawsze można znaleźć coś, co nas zainteresuje. A ty, sądząc po naszej rozmowie, masz sporo do zaoferowania każdej firmie, która zdecyduje się dać ci szansę.
Deszcz przestał padać, ale oni nadal siedzieli przy stoliku, gawędząc o życiu i innych błahostkach – mniej lub bardziej dla nich ważnych.
W końcu Miśka spojrzała przez szybę.
– Może przeszlibyśmy się na Stare Miasto?
– Dlaczego nie?
Zostawili na stoliku pieniądze za kawę i wyszli, pozostawiając po sobie jedynie zapach perfum.
Ruszyli w stronę Kopernika. Spacerowali bez pośpiechu, rozmawiając, ale Michalina czuła, że dzieje się z nią coś dziwnego. Coś w tym przypadkowo poznanym mężczyźnie przyciągało ją coraz bardziej.
Nie wiedziała dlaczego, lecz jej oddech stał się szybszy.
Gerard spojrzał na nią.
– Wszystko w porządku?
– Tak – odpowiedziała. – A właściwie… nie.
Zatrzymała się.
Gerard również stanął.
Michalina zastąpiła mu drogę i bez najmniejszego ostrzeżenia łapczywie pocałowała go w usta.
Zaskoczony Gerard początkowo odsunął ją od siebie.
– To chyba nie jest najlepsze miejsce na takie rzeczy.
Chwycił ją jednak za rękę i pociągnął w stronę pobliskiej bramy.
Tam kontynuowali to, co zaczęła.
Całowali się namiętnie i dziko. Michalina czuła przez materiał jego spodni narastające podniecenie, on zaś bez trudu dostrzegał reakcję jej ciała.
Dopiero teraz mogła przyjrzeć mu się z bliska. Był wysoki, bardzo przystojny, z gęstym zarostem i bujną, ciemną czupryną. Spod rozpiętej pod szyją koszuli wystawały ciemne włosy pokrywające jego klatkę piersiową.
Napięcie rosło z każdą sekundą.
Gerard podciągnął materiał jej ubrania i zaczął pieścić ją z taką namiętnością, że Miśka szybko zapomniała, iż jeszcze niedawno siedziała przy kawiarnianym stoliku, zastanawiając się nad swoim życiem.
Teraz nie chciała się zastanawiać nad niczym.
Pragnęła jego.
Wyrwała się na chwilę z jego objęć i przykucnęła przed nim. Sięgnęła do jego spodni, rozpięła je i uwolniła jego twardą męskość. Najpierw drażniła go delikatnie wargami, co chwilę spoglądając w górę, żeby zobaczyć reakcję Gerarda.
Jego twarz mówiła wszystko.
Po chwili jej pieszczoty stały się śmielsze i głębsze. Gerard zamknął oczy, a jego dłonie odnalazły jej głowę. Przytrzymywał ją, poruszając biodrami coraz zdecydowaniej. Intensywność sprawiła, że w oczach Michaliny pojawiły się łzy, ale nie przerywała.
W końcu Gerard odsunął ją od siebie.
– Oprzyj się o ścianę – powiedział stanowczo.
Posłuchała.
Podciągnął jej sukienkę i przykucnął za nią. Jego język odnalazł jej wilgotne ciało, a Miśka odpowiedziała przeciągłym jękiem. Każda kolejna pieszczota sprawiała, że coraz bardziej zapominała, gdzie właściwie się znajdują.
Gerard podniósł się.
Przez chwilę stał tuż za nią, a potem zaczął powoli w nią wchodzić. Michalina zacisnęła dłonie na zimnej ścianie bramy. Czuła, jak stopniowo ją wypełnia, aż znalazł się w niej cały.
Początkowo poruszał biodrami spokojnie i miarowo. Nie było pośpiechu. Była tylko rozkosz, która z każdym ruchem rozlewała się po jej ciele.
„A gdyby tak przyspieszył?” – przemknęło jej przez głowę.
Jakby czytał w jej myślach, Gerard zaczął poruszać się szybciej.
Miśka przestała panować nad jękami. Ich ciała uderzały o siebie coraz mocniej, a echo odbijało się od ścian bramy. Wiedziała już, że żadne z nich długo nie wytrzyma.
Gerard przycisnął ją do ściany swoim postawnym ciałem i jeszcze bardziej przyspieszył ruchy bioder. Michalina jedną dłonią oparła się o mur, chroniąc twarz przed otarciem, drugą zaś sięgnęła między ich ciała.
Gerard przestał nad sobą panować.
Jego ruchy stały się gwałtowne i zdecydowane, aż w końcu oboje dotarli do granicy. Gerard znieruchomiał, dochodząc głęboko w jej wnętrzu, a ciało Michaliny przeszedł gwałtowny dreszcz spełnienia.
Przez chwilę żadne z nich się nie ruszało.
Gerard opadł na jej plecy, próbując uspokoić oddech.
Wtedy usłyszeli jakiś dźwięk.
Zamarli.
Spojrzeli na siebie i niemal równocześnie zaczęli poprawiać ubrania. Chwilę później wyszli
z bramy, jak gdyby nigdy nic.
Gerard uśmiechnął się do niej.
– Spotkamy się jeszcze?
Michalina otworzyła kopertówkę, wyjęła wizytówkę i podała mu ją.
– Jak zadzwonisz, to na pewno.
Odwróciła się, po czym jeszcze raz spojrzała na niego przez ramię.
– Miłego dnia, Gerardzie.
Była wyraźnie bardziej rozpromieniona niż jeszcze godzinę wcześniej.
– Wzajemnie, Michalino – odpowiedział.
Każdy ma jakąś łatę. A pod każdą łatą kryje się historia.

Michalina wydeptała ścieżkę
A to dopiero początek ścieżki… zobaczymy, dokąd ją Michalina wydepcze. 🐄😉
Myjcie się chłopcy dziewczyny bo nie znacie dnia ni godziny 😆 fajna odprężająca historia na duży piątek piąteczek piątunio 😆