„Stanowisko do wzięcia” — kobieta czekająca na rozmowę rekrutacyjną i Pan Krasula czytający książkę.
|

Stanowisko do wzięcia

Kolejny poniedziałek. Znowu nikomu nie chciało się wstać…

Na szczęście zegarek wybił punktualnie ósmą rano, a kukułka krzyczała z niego wniebogłosy tak, że sąsiedzi z pewnością również zostali pobudzeni do życia.

Dominik zerwał się z łóżka niczym rażony piorunem. Nie wiedział jeszcze, co się wydarzy, ale był pewien, że ten dzień będzie dla niego wyjątkowy. Jak zawsze o tej porze ruszył w pośpiechu do łazienki, wcześniej uruchamiając ekspres, który miał zaparzyć jego ulubione podwójne espresso.

Czego to Włosi nie wymyślą – pomyślał.

Wziął szybki prysznic, umył zęby, a potem zaaplikował na skórę swój nowy zapach Bvlgari.

Otulony jego aromatem wsiadł do BMW stojącego w podziemnym garażu i ruszył w drogę, delektując się nowym brzmieniem Future Folk.

Do pracy dotarł trzynaście po dziewiątej. Wiedział, że nie musi się spieszyć, ale jako dyrektor wielkiej korporacji powinien trzymać fason i budzić pewien respekt…

Wchodząc do swojego gabinetu, zauważył Konstancję. Jak zawsze była elegancko ubrana.
W jednej sekundzie przemknęło mu przez myśl, że właściwie była z niej taka szara mysz – tylko nieco podkreślona.

Przywitali się serdecznie, po czym Konstancja, jak oparzona, wystrzeliła z siebie wszystkie terminy dzisiejszych spotkań. Tylko jedno utkwiło mu w pamięci.

Spotkanie rekrutacyjne z Joanną Dubois, być może przyszłą dyrektor marketingu.

Dzień mijał nadzwyczaj spokojnie i bez większego entuzjazmu. Jak na poniedziałek – zupełnie dziwnie. Dominik nie spodziewał się tak melancholijnego dnia. Co chwilę spoglądał jednak na zegarek i czekał na jedno: godzinę 13.15. Właśnie wtedy miało rozpocząć się spotkanie rekrutacyjne.

Poszedł na obiad i wrócił najedzony niczym wampir, który opił się młodą krwią. Wiedział już, że ona na niego czeka. Konstancja subtelnie podała mu CV kandydatki i poinformowała, że Joanna jest już w gabinecie.

Ruszył tam dynamicznym krokiem. Za sobą zamknął wielkie drzwi wykonane z ciężkiego drewna. Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiał, ale był to dąb bardzo dobrego gatunku.

Kiedy wszedł, kandydatka natychmiast podniosła się z fotela.

– Nazywam się Joanna Dubois, Dibuła, i mam zaszczyt, jak mniemam, poznać…

Nie dał jej dokończyć. Wyciągnął rękę na powitanie.

– Dominik Zakroczym-Szumilas. Bardzo mi miło. Proszę spocząć.

Joanna usiadła w stylizowanym skórzanym fotelu i zaczęła opowiadać o sobie – o tym, czym zajmowała się wcześniej i jakie posiada referencje. Dominik nie bardzo wiedział, czy właściwie go to obchodzi. Dostrzegł jednak coś innego. Jej wewnętrzny blask i charyzma dawały mu do zrozumienia, że wpadł jej w oko.

Miała na sobie ciemnobordowy żakiet od YSL. Doskonale znał ten krój – jego była żona miała takich wiele. Do tego idealnie dobrana biała bluzka, zwinnie podkreślająca krągłe piersi, spódnica mini i ciemne pończochy. Całość wieńczyły szpilki od Manolo Blahnika, wykonane
z delikatnej skóry i mające co najmniej dziesięć centymetrów wysokości.

Nie potrafił oderwać wzroku od jej muśniętej różem twarzy i mocno podkreślonych czarnym eyelinerem oczu. Wiedział już, że ta rozmowa nie będzie zwyczajnym spotkaniem rekrutacyjnym…

Czuł, jak jego męskość zaczyna powoli nabrzmiewać z każdym jej głębszym oddechem.

Serce Joanny zabiło szybciej, kiedy pozwolił jej mówić. Bardzo zależało jej na tej pracy, ale nie przypuszczała, że jej przyszłym pracodawcą może być tak zmysłowy mężczyzna.

Dominik miał na sobie granatowy garnitur, zapewne szyty na miarę. Joanna niemal czuła aksamit wełny, z której został wykonany. Do tego piękna różowa koszula od Armaniego. Ten charakterystyczny krój znała doskonale z wcześniejszej pracy w paryskim domu mody.
W Paryżu mieszkała przecież przez wiele lat i tam się wychowywała.

Zapragnęła ponownie usłyszeć jego niesamowicie niski głos, tak dobrze pasujący do niemal studziewięćdziesięciocentymetrowego ciała. Nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Doskonale znała to pragnienie, które pojawia się zwykle w najmniej oczekiwanym momencie.

Tak jak teraz.

Właśnie tutaj.

Dominik przemawiał niemal patetycznie, jakby chciał dać jej do zrozumienia, że jest osobą silną, władczą i nietuzinkową. Ona zaś co rusz zakładała nogę na nogę, próbując ukryć narastające wewnątrz gorąco, które stopniowo i miarowo zaczynało uwidaczniać się na zewnątrz…

Wiedziała, że musi coś zrobić. Nie była już w stanie wytrzymać napięcia między nimi. Czuła również, że Dominik daje jej pewne znaki, jakby zachęcał, żeby to ona przejęła kontrolę nad rozmową.

On sam nie wiedział, co za chwilę się wydarzy. Czuł jednak, że nie będzie to spokojne zakończenie dialogu.

Madame Dubois wstała z fotela, odsunęła go zdecydowanym ruchem i jednym gestem rozpięła guzik swojej sprytnej bluzki. Dominik siedział zdumiony takim obrotem akcji.

Podeszła do niego i zaczęła zasypywać jego usta namiętnymi, gorącymi pocałunkami. Jego wargi były ciepłe i lekko wydęte, jej zaś podkreślone karminową szminką, która ścierała się
z każdym kolejnym, coraz głębszym pocałunkiem.

Całowali się zachłannie. Dominik objął jej piersi, mocno podkreślone przez bluzkę i stanik. Materiał nie stanowił jednak przeszkody – bez trudu wyczuł, jak nabrzmiałe były jej sutki.

Joanna czuła, że musi pójść dalej…

Uniosła lekko głowę i spojrzała mu głęboko w oczy. Wiedziała, że ma do czynienia z silnym mężczyzną, który jednym ruchem dłoni mógłby zrobić jej krzywdę. Ale nie on. On był inny. Delikatny, choć stanowczy. Silny i władczy, a przede wszystkim strasznie podniecający.

Objął ją mocno i przyciągnął do siebie, lekko unosząc, aż pośladkami oparła się o zimny blat dębowego biurka.

Wiedział dokładnie, co zrobić.

Jednym ruchem zsunął z niej żakiet i uwolnił piersi z podkreślającej je bluzki. Przed jego oczami pojawiły się dwa olbrzymy wielkości melonów. Nie spodziewał się, że ta czterdziestotrzyletnia kobieta może mieć tak kształtne i jędrne piersi.

Zaczął je pieścić. Sutki wręcz domagały się lekkiego przygryzienia. Wiedział, że to ją zniewoli. Muskał je ustami i co chwilę delikatnie przygryzał, sprawiając, że syknięcia rozkoszy Joanny powtarzały się coraz częściej i nabierały na sile.

Siedziała już tylko w spódnicy, kiedy dostrzegła wyraźny zarys członka Dominika. W tej samej chwili zapragnęła go posmakować.

Zsunęła spodnie garnituru z jego wyrzeźbionych pośladków i dotknęła czarnych slipek mocno opinających penisa. W jej głowie trwała gonitwa myśli. Dominik sam zsunął bieliznę, jakby chciał, żeby zajęła się jego przyjacielem z należytym szacunkiem.

Penis lekko uderzył ją w twarz. Był mocno nabrzmiały, a stercząca główka sprawiła, że Joanna nie mogła się opanować. Zaczęła ją smakować niczym truskawkę w sezonie.

Lizała go i pieściła, słysząc, jak Dominik stopniowo poddaje się rozkoszy.

Zaczęła miarowo zasysać jego męskość, coraz głębiej przyjmując ją do ust, aż lekko obijała się o migdałki.

Jego penis był zmysłowy. Nie olbrzymi, ale proporcjonalny i żylasty – dokładnie taki, jaki lubiła. Na pierwszy rzut oka mógł mieć ze dwadzieścia centymetrów, ale w rzeczywistości nie wykraczał poza europejskie standardy – około osiemnastu.

Joanna doskonale wiedziała, jak chce go wykorzystać.

Nawilżała subtelnie jego główkę i czuła, jak jej cipka robi się coraz bardziej mokra od pieszczot
i napięcia, które narosło między nimi.

Dominik uznał, że czas na zmianę.

Kazał jej oprzeć się o biurko tak, aby jej róża została wyeksponowana od tyłu. Przykucnął
i zaczął nawilżać jej pączek zwinnym, pieszczotliwym językiem.

Kiedy poczuł, że jest gotowa na przyjęcie jego fiuta, zapragnął znaleźć się w niej natychmiast. Jednym sprawnym ruchem ją wypełnił, a jego łono z charakterystycznym odgłosem uderzyło
o jej pośladki.

Poruszał się w przód i w tył, a ona czuła, jak jego męskość wprawia ją w coraz większą ekstazę.

Zdjął z niej spódnicę, a następnie kazał szeroko rozłożyć nogi. Joanna, siedząc na biurku, wykonała polecenie, zadzierając wysoko nogi w szpilkach, których obcasy wskazywały teraz sufit.

Dominik pozbył się reszty ubrań i ponownie zaczął ją wylizywać. Czuł, że to ją zniewoli.

I tak też się stało.

Jego członek wciąż sterczał niczym pałąk. Wiedział, że jej cipka domaga się pierdolenia. Nie czekał więc dłużej. Ponownie, jednym silnym pchnięciem, wypełnił ją, aż syknęła z rozkoszy.

Zaczął pieprzyć ją mocno i miarowo. Joanna wiedziała, że orgazm jest już blisko, on jednak nieco się nad nią znęcał, bo jego własny koniec wcale nie był jeszcze tak oczywisty.

Wyszedł z niej ponownie i zaczął wylizywać jej różę, spijając nektar niczym pożywienie dla pszczół.

Po chwili znów włożył swoje żądło w jej kwiat i zaczął zbierać pyłki, posuwając ją tak mocno,
że balsam rozkoszy i jej jęki zdawały się wypełniać powietrze, cały gabinet i jej wnętrze.

Nie mógł już dłużej wytrzymać.

Wyszedł z niej, a Joanna natychmiast wiedziała, że nadeszła chwila, żeby spić życiodajny nektar z jego pręcika.

Dosłownie zatopiła na nim usta. Dominik poczuł, jak język muska jego główkę, i w jednej chwili zalał jej gardło gorącym nasieniem. Joanna łapczywie przyjęła wszystko, nie pozwalając,
by zmarnowała się choć jedna kropla.

Po wszystkim szybko się ubrała, poprawiła szminkę i ruszyła w stronę drzwi, nie zważając już nawet na wynik rozmowy.

Dominik zatrzymał ją jednym gestem i wskazał fotel.

Usiadła nieco spięta. Tego obrotu spraw zupełnie się nie spodziewała.

Spojrzał na nią spokojnie.

– Może pani zacząć choćby od jutra.

– Dziękuję.

Wstała, podeszła do niego i pocałowała go w policzek.

– W takim razie do zobaczenia jutro o dziewiątej…

Similar Posts

One Comment

  1. I znowu w pracy a PKB rośnie 😆 I to z czystym molestowaniem, tylko nadal nie wiem w którą stronę 😆

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *