Okładka opowiadania „Romanowe uniesienia” – Historie spod Łaty

Romanowe uniesienia

Nastała sobota wieczór, doskonale wiedział, że będzie musiał pójść na 22 do pracy, jednak wciąż pod nosem marudził. 

Marcin, Marcin – wyrwał go głos z kuchni, co się z tobą dzieje zapytał damski głos. 

Ojej, przepraszam zamyśliłem się, odpowiedział do Anastazji. 

– o czym tak kontemplujesz w łazience, zapytała?

– w zasadzie to nad niczym, wciąż zastanawiam się, czy to był dobry pomysł, że chciałem pójść do pracy na zmiany, wiesz sama jak to jest?! 

– oj tam marudzisz Rybko, wyszeptała, przecież wiesz, że żadna praca nie hańbi 

a nocki w hali są spokojne i bez menadżerów wyższego szczebla, więc czym się przejmujesz, dodała Anastazja. 

– tak, tak masz rację, odparł Marcin, jak zawsze masz rację. 

Dochodziła 21, kiedy wstał się i ubrał w sportową czarną kurtkę, dżinsy i adidasy. 

– nie zapomnij kluczy, usłyszał z oddali mieszkania

–  dobrze Bejbe – odparł delikatnie Marcin. 

Poszedł na przystanek linii 567, która kończyła swoją trasę jak zawsze na Młocinach. 

Dotarł na miejsce o dziwo jakoś szybko, co nie wydawało mu się mocno podejrzane. Jedyne czego pragnął to, aby była już 6 rano. Jednak przed nim było pełne osiem godzin ciężkiej pracy. 

Wszedł do hali, przywitał się i poszedł szybko do szatni, aby przebrać się w swoje niebieskie wdzianko. 

-Hej Dona, powiedział do Krystyny, która to właśnie mijała się z nim w korytarzu. 

– cześć Pszczółko, nocka dzisiaj – zapytała Krystyna. 

– niestety tak, ale jakoś to przeżyję – odparł Marcin. 

– Cholera jasna, powiedział do siebie, dlaczego ja zawsze muszę dostawać te pieprzone noce w grafiku, dodał. Rzesz kurwa nigdy nie dojdę do porozumienia z tym nowym kierownikiem – Romanem, szepnął do siebie. 

Wpadł szybko na stoisko, zaczął sprawdzać czy wszystko się zgadza, jak zawsze brakowało tylko papieru do wydruków komputerowych. Niewiele myśląc udał się na zaplecze po wózek paletowy z towarem, aby uzupełnić braki. 

Najgorsze jest, że nie spodziewał się zupełnie a spotkał tam swój koszmar z ulicy wiązów. 

-Kurwa! Zaklął w duchu Marcin. 

– O witaj Marcinku, gdzie się podziewałeś przez ostatnią godzinę, zapytał szyderczo Roman?

– cóż pracowałem od chwili wejścia, aż do teraz i nadal pracuję – odparł Marcin. 

– nie dziwi mnie to, odparł Roman. 

– aha – wysyczał Marcin. 

– po co Ci ten wózek?

– wiesz muszę uzupełnić półki, bo towarzystwo wzajemnej adoracji wykupiło wszystko, odparł Marcin. 

Roman złapał go za rękę i zatrzymał gestem wskazującym krzesło. 

– co się stało, zapytał zaniepokojony Marcin?

– w zasadzie nic, ale nie wiem, dlaczego jesteś tak negatywnie nastawiony do mnie?

– ja? Zapytał ze zdziwieniem Marcin. 

– tak Ty, czy coś Ci zrobiłem – zapytał Roman?

– nie, albo… zaczął plątać się Marcin.

– albo co?

– nie wiem, dlaczego wciąż przydzielasz mi noce, tak jakbym w ogóle nie miał swojego życia – zrobił grymas Marcin. 

– no wiesz, podszedł bliżej do niego Roman i złapał za rękę, cóż mogę Ci powiedzieć… 

Roman bez pardonu zaczął przechodzić ręką coraz wyżej i wyżej wzdłuż jego ręki. 

– Ale co Ty robisz, zapytał Marcin…

– Jak to co? Odpowiadam na Twoje pytanie. 

Marcin nie wiedział co się zaczęło dziać w tym małym pomieszczeniu, wiedział jedno, to było co na co czekał. 

Roman dotarł swoją wielką dłonią do jego karku i zaczął subtelnie go masować. Marcin czuł narastające podniecenie i zaczął miarowo odpowiadać na jego dotyk. Zaczął dotykać jego zaczerwienionych policzków obserwując jak się Romek uśmiecha. 

– aszzzz – wysyczał Marcin, gdy poczuł jak Romek go kąsa. 

– lubisz to – zapytał Romek. 

– ehe – odparł podniecony Marcin. 

Roman przytulił się mocno do Marcina i nagle poczuł jak jego męskość dojrzewa mu w spodniach. 

Marcin niewiele myślał i przykucnął i zaczął ocierać się policzkami o dżinsy Romka brodą. 

-Uhhhh, ahhhh – wysyczał z rozkoszy Roman.

Marcin nie przestawał i zaczął robić to na co jednak miał od dawna ochotę, a bił się tylko wciąż z myślami. 

Masował jego rozporek z dzikością, a Roman w już nie mógł wytrzymać i przycisnął go do swojego rozporka mocno ocierając brodę Marcina o swoją męskość. 

– weź go w usta, zaordynował Roman do Marcina. Na to zaproszenie reakcja Marcina była natychmiastowa. Marcin rozsunął jego spodnie i poczuł jak jego armata wypadła dosłownie z jego spodni. 

– O rzesz ku! Nie spodziewałem się, że…

– Ssij Kurwa, na co czekasz, po co tyle kłapiesz gębą – wkurwił się nieco Roman. 

– Przepraszam, odparł Marcin i wziął się do roboty. 

Zaczął go ssać i pieścić jęzorem tak, że syknięcia Romka stawały się coraz głośniejsze i wypukłe. 

Roman czuł, że ma ochotę pójść dalej, to ssanie trwało zbyt długo. 

– Wypnij dupę, powiedział Roman!

Marcin pochylił się i opierając się o pudełka papieru wypiął swoje kształtne pośladki. 

Roman nie czekał za długo, wziął się roboty i zaczął pieścić palcem jego dziurkę.  Szparka Marcina stawała się coraz bardziej wilgotna i rozkoszna do przyjęcia armaty Romka. Marcin zaczął zastanawiać się, kiedy Roman da mu tę rozkosz i wejdzie 

w niego. 

Roman już poczuł, że dziurka jest odpowiednio nawilżona, przykucnął jeszcze liznął ja parę razy by poczuć smak jego nutelki. 

Trzasnął go w dupę lewą dłonią, tak że Marcin aż zasyczał z bólu. Nawilżył główkę 

i powoli wsunął się w jego zwieracz, który się mocno zaciskał na jego główce. 

– ahhhh, aaaaaa – syczał Marcin.

Roman nie przestawał i zaczął dogłębnie wypełniać Marcina dziurę. Miarową zaczął ją pieścić swoją armatą tak, że Marcin był bliski osiągnięcia zenitu. 

Roman wyszedł z niego, przykucnął i zaczął lizać jego szparę. Marcin bez opamiętania nachylił się i zaczął ssać główkę Romka. 

Romek podniósł się i zaczął pierdolić go jak szmatę bardzo szybko i nie patrząc na głośne pojękiwanie, jebał go coraz mocniej i mocniej. 

– o tak suko, lubisz taki ostrzejszy seks, wiedziałem to, powiedział głośno Roman.

– tak pierdol mnie jak szmatę, zaordynował Marcin!

Roman powoli zaczął sięgać zenitu, dlatego na sam koniec zwolnił i powiedział do Marcina – klękaj!

Marcin posłusznie klęknął przed nim i jak porządna suka zaczął opierdalać mu chuja. 

Roman wbił mu się aż po same migdały i nie patrzył na dławienie Marcina. 

Jebał go mocniej w pysk i niewiele myśląc wyskoczył szybko wziął swoją lancę 

w dłoń i zalał mu pysk gęstym, białym odżywczym nasieniem. 

– Marcinku, spisałeś się na medal – powiedział mu pochylając się nad uchem. 

– Dziękuję Ci za wspaniałą przerwę – dodał Marcin. 

– Czas na drobne zmiany i liczę, że będziesz jednak częściej sam prosił o nocki, mrugnął do niego porozumiewawczo Romek.

– myślę, że tak odparł Marcin i wycierając buzię rękawem wziął wózek i poszedł kończyć to co ledwo zaczął.